Skip to content

MOJA HISTORIA ZROZUMIENIA SYSTEMÓW AM

od technologii lat 60. do dzisiaj.

Dobra, wyłączcie powiadomienia, wrzućcie spokojną nutę, teraz opowiem wam historię systemów akustomagnetycznych taką, jaka jest – bez upiększania i cenzury. Już dawno należało o tym wspomnieć, a i pytaliście mnie o to nie raz. Więc wskakujcie na falę, opowiem wam, skąd wyrosły systemy akustomagnetyczne, dlaczego mają takie, a nie inne częstotliwości, dlaczego z zagłuszaczami nie jest tak kolorowo i zahaczę o moskiewskie niuanse. Powiem też, jak to wszystko rosło, jak działa teraz i jakie perspektywy mają technologie akustomagnetyczne w świecie zabezpieczeń antykradzieżowych.

Początki technologii: Patent z 1965 roku i magnetostrykcja

Najstarszy patent, do jakiego udało mi się dokopać, pochodzi z 1965 roku i należy do firmy Sensormatic Electronics Corporation. Chociaż kto go tam wie, może ktoś wcześniej już coś kombinował (Patent US3292168A "MAGNETOSTRICTIVE MARKER AND DETECTOR"). Krótko mówiąc, ta technologia ma już ponad 50 lat, czujecie to? Ponad pół wieku temu zaczęli to pchać do sklepów. Nieistotne teraz dlaczego i po co, ważne, że od początku był to prosty sygnał 58 kHz — te same paski magnetostrykcyjne.

Cały ten bajzel działa na magnetostrykcji. Kogo to jara – wyguglujcie. Jeśli w dwóch słowach: to takie harce pasków z różnych metali, które przy wzajemnym kontakcie generują określony elektromagnetyczny, a w zasadzie magnetyczny odzew. A dlaczego akustomagnetyczna? „Akusto” sugeruje coś zbliżonego do dźwięku. I to naprawdę brzmi! Jeśli przystawisz zagłuszacz bezpośrednio do naklejki, słychać, jak szeleszczy. Ten szelest na częstotliwości 58 kHz z określonymi interwałami można nawet wyłapać uchem. Ale trik polega na tym, że 58 kHz to tylko nośna, a w rzeczywistości jest tam pomieszane wszystko: różne częstotliwości, okresy, przerwy i inna magia. Krótko mówiąc – wariacji jest od groma. Magnetyczna – bo to reakcja pasków magnetycznych ze specjalnych materiałów, które posiadają remanencję magnetyczną.

Swoją drogą, nagrywam to na raz, bez poprawek (stworzone z nagrania głosowego, postaram się później podpiąć tutaj sam podcast?). Więc jak się gdzieś powtórzę, wybaczcie, przyjmijcie, że mam dziś dzień na chillu. Dzień był ciężki, ale wszystko mam w głowie poukładane, mogę rozłożyć na czynniki pierwsze. Dobra, lecimy dalej.

Zasada działania systemów AM

Krótko mówiąc, te paski reagują magnetycznie. Wymyślono bramki, które wytwarzają pole i analizują odzew tagów. Jak to działa? Załóżmy, że bramka przez ułamek czasu, powiedzmy milisekundę, „czaruje” nad tagiem. Potem tag jeszcze przez chwilę szeleszczy z inwencji, że tak powiem. Czyli zostaje magnetyzm szczątkowy tych pasków. Bramka magnesuje pasek, wyłącza się, a on z racji tego magnetyzmu jeszcze przez chwilę „szura”. I w tym momencie bramka zaczyna go podsłuchiwać. Wyłącza się i słucha. 58 kiloherców – to 58 tysięcy drgań na sekundę, taka oto częstotliwość bramek.

Co dalej? Bramka się wyłączyła, posłuchała, jest tag – elegancko. Jeśli tag jest, to na antenie odbiorczej, na drugiej... Dlaczego początkowo były dwie bramki? Jedna nadawała, druga słuchała. Teraz te technologie podkręcili: obie nadają i obie słuchają. Filtry i inne elektroniczne zabawki na obecnym poziomie na to pozwalają, w systemach RF Checkpointa siedzi w środku cały komp z systemem operacyjnym do konfiguracji.

Ewolucja i walka z zakłóceniami

A, no tak... Historia: w latach 60. nie było zbyt wielu innych źródeł promieniowania magnetycznego na tych częstotliwościach. Transformatorów było mało, innych zakłóceń dla bramek – też. Ale świat nie stał w miejscu, pojawiały się urządzenia elektroniczne, sklepy pękały w szwach od sprzętu, oświetlenia, reklam, lodówek. Zaczęli budować gmachu z żelbetu, gdzie jacyś mądrale puszczali fazę albo uziemienie po konstrukcjach metalowych, gdzieś coś zwierało. I do połowy lat 2000 wszyscy producenci systemów AM ruszyli z kopyta. Dlaczego? Bo bramki zaczęły niemiłosiernie glitchować, nie dało się ich ustawić. Producenci bramek wcale nie zabezpieczali się przed nami – mieli na to wylane.

Ale świat stał się bardziej pojebany, pojawiło się od cholery zakłóceń. Zakłóceń od, kurwa, po prostu normalnego życia. Jakiś zajebany wózek, który jeździ po centrach handlowych ze swoją świetlną muzyką i jebanymi silnikami elektrycznymi, robi tyle szumu, że nie ogarniesz, jak bramki w ogóle mogą przy tym działać. Nawet nowoczesna Synergy... Pamiętam centrum handlowe, gdzie obok Synergy, najnowszego sprzętu Sensormatic, jeździ ta dziecinna kolejka. Przejeżdża – bramki wyją, bo nie czają, co to za szajs. A ustawienie i odfiltrowanie tego – to nie lada zadanie. Bo tam jest świetlna muzyka, diody, silniki i inne dziadostwo. I to wszystko – współczesny świat, w którym technologia akustomagnetyczna od lat 60. stawała się coraz bardziej złożona. Producenci musieli robić bramki mądrzejszymi, ale zabezpieczali się nie przed nami.

Bramki nie komplikowały się przez shoplifterów i teraz też nie robią tego z ich powodu. Ani z waszego, ani z mojego, ani nawet z powodu moich zagłuszaczy. Robią to tylko po to, żeby, kurwa, przetrwać w tym elektronicznym, jebanym chaosie. Jest centrum handlowe, dawny „Złoty Babilon”, a dziś „Europolis” — tam jest po prostu piekło, trzeba to zrównać z ziemią, żeby cokolwiek zaczęło działać normalnie. Były tam globalne przebudowy, Synergy w „GUESS” nie mogli ustawić przez ponad dwa miesiące, stały wyłączone. Ochrona wkurwiona, bo bramki nie działały, ustawić się nie dało. Synergy — najnowocześniejszy system od Sensormatic, a nie mogli go ustawić przez miesiąc! A najbardziej spierdolone miasto na planecie pod tym względem to Moskwa.

Moskiewskie niuanse: elektryczne piekło i detale ustawień

Przez kilka lat łamałem sobie głowę, dlaczego Moskwa to takie trudne miejsce, dlaczego tamtejsze bramki są najbardziej pojebane pod kątem ochrony przed zagłuszaczami. Około rok temu pojechałem do Moskwy, przesiedziałem tam pięć dni. Łaziłem po wszystkich centrach handlowych, sprawdzałem tryby, robiłem mapy, obskoczyłem sklepy we wszystkich kluczowych miejscach. Ktoś mi pomagał, dzięki im za statystyki. Musiałem zrozumieć, o co chodzi. A chodzi o to, że nie zabezpieczają się przed nami! To tylko serwisanci próbują ustawić bramki tam, gdzie spierdolili robotę chujowi elektrycy. A chujowych elektryków w Moskwie jest chyba więcej niż gdziekolwiek indziej. Albo brak certyfikacji, brak koordynacji, albo coś innego.

Nic takiego nie ma w Europie czy Ameryce, bo tylko w Rosji centra handlowe potrafią wisieć na kilku różnych fazach. Do centrum handlowego może dochodzić, w uproszczeniu, 4-5 kabli zasilających z różnych stron. Czujecie? Kawałki centrum zasilane są z różnych przewodów, z różnych elektrowni! I ten „Europolis” — najbardziej odklejony, „Metropolis” — to samo. Zasilane z różnych źródeł. Serwisanci wieszają się, kiedy kawałek centrum sieje w jednym paśmie, a drugi kawałek w drugim. A do tego wszystkiego jeszcze przecinają się konstrukcjami metalowymi. Gdzieś tam są cięte, piłowane, żeby tego, kurwa, nie było. Próbują coś zdziałać. Generalnie „Europolis” trzeba, w cholerę, budować od nowa. Zburzyć i postawić od zera. Łaziłem tam z oscyloskopem i innymi miernikami – tło jest takie, że nie polecałbym wam tam przesiadywać. Właśnie w „Europolis”.

Ten ich chwalony foodcourt, który tam odjebali – wszystko sieje. Wyobraźcie sobie, ile tam urządzeń żre energię, ile źródeł sygnału. Nie jestem jakimś wielkim przeciwnikiem 5G, ale to, co tam się dzieje, i co w ogóle w Moskwie się odpierdala – to totalny trup.

Jedyny, najlepiej ogarnięty elektrycznie obiekt, jaki widziałem, to „Columbus”. Ma swoje dziwactwa, ale jest czysty. Zasilany, w uproszczeniu, z jednego gniazdka, zbudowany jak trzeba, bez tego całego śmiecia. I tam, wybaczcie, kurwa, zdradzę sekret, prawie wszędzie jest czysto, wszystko działa, gra i buczy. Serwisanci przychodzą i nie muszą tracić mózgu, przychodzą, ustawiają. Domyślnie w większości nowoczesnych bramek jest przycisk „auto-ustawienia”. Naciskają go, konfiguruje się domyślnie i voilá, bramki działają. Tak, potem łatwo je zagłuszyć, wszystko jasne, ale do cholery – one po prostu działają! Nie trzeba do nich podchodzić 25 razy, bo albo wiszą, albo psują się od byle czego. Serwisantom nie chce się bawić w te anty-jammerki.

Historia o „antyjamerach” i wewnętrzne gierki

Osobna piosenka to anty-jammery. W Moskwie w latach 2015-2020 była jedna banda ochroniarzy, która teraz zeszła do podziemia, ale kopiemy za nimi – ныкаются (ukrywają się) i za bardzo nie świecą. „Zabezpieczali” tylko swoje sklepy Inditex (w których pracowali jako ochrona), sami tam dużo kradli (wewnętrzne kradzieże, wpuszczanie za hajs „zielonymi”), żeby nie przekraczać limitów strat – gonili serwisantów, żeby ich sklepy były zabezpieczone maksymalnie, pili mózgi szefom ochrony i tak dalej. Coś im tam wyszło, ale długo to nie trwało, dotarliśmy do szczegółów i znaleźliśmy klucze do problemów z tamtych lat. Teraz to już nie te sklepy, nie te możliwości kradzieży... ale takie bywają „zabezpieczenia”: jedni złodzieje chronią towar przed innymi za pomocą niestandardowych ustawień))) Jak się okazało, czasem po prostu wyrywali zasilanie bramek w odpowiednim momencie...

Zmierzch technologii AM w erze elektronicznego chaosu?

O co chodzi? O technologię akustomagnetyczną, która od 50 lat cierpi, próbując być nowoczesną. Ale tak naprawdę pora ją już wywalić na śmietnik historii, bo wymyślili ją i opatentowali wtedy, gdy o takim elektronicznym chaosie nikt nie słyszał. W czasach, gdy działało to w prostych miastach w Ameryce, w małych, nie w metropoliach. Ta technologia przyszła do Moskwy – jedynego miasta na planecie, gdzie służby państwowe biorą i spokojnie włączają zagłuszacze, przez które sypie się wszystko, nawet elektronika w centrach handlowych. Sami wiecie, ci z Moskwy, jak łatwo przejechać przez centrum i stracić sygnał GPS, albo łączność, albo jeszcze coś, kiedy nad głową przelatuje helikopter z „Wową”. Nie no, bezpieczeństwo prezydenta – rzecz święta. Niech lata.

Systemy AM oczywiście próbowały się ratować, wprowadzając cyfrowe metody adaptacji szumów, wymyślając dłuższe okresy obliczeniowe, żeby programowo bronić się przed szumami, dodatkowe autokonfiguracje w locie, ale to, co miało umrzeć – umiera.

Spojrzenie w przyszłość: RFID i nowe wyzwania

Cholera wie, co to za cuda... Krótko mówiąc, elektroniczny chaos podrzuca nam problemy, ale zmusił też nas do rozwoju, wiele zrozumieliśmy. Najważniejsze, co pojąłem – to, co widzicie, to nie przeciwko nam, to po prostu jebany XXI wiek. Dalej nie będzie łatwiej, będzie jeszcze więcej emisji, producenci będą filtrować dalej i mocniej, a bramki będą działać.

Kiedyś wszystko przejdzie na RFID, z małym prawdopodobieństwem, ale może pojawi się inna technologia, odporna na ekranowanie materiałami. Skoro RF jest wrażliwe na tkaniny, RFID jest wrażliwe na inne materiały metalowe, a w przypadku bramek górnych można użyć folii. Czyli jeśli zostaną tylko systemy RFID, prawdopodobnie będą wrażliwe na folię, ale sprawdzaliśmy folię przenośnym skanerem RFID i zdaje się, że RFID ma na nią wywalone, więc to jeszcze pytanie... ale nawet gdyby, to czy RFID zostanie sam? Nie trzeba będzie znowu stawiać detektorów metalu? Jeśli znowu detektory metalu, to koniec, to tylko kolejne bramki. A jeśli tak, to trzeba będzie stawiać bramki obok, ale gdzie w RFID? Słaba strategia pod kątem antykradzieżowym. Choć, jeśli pomyśleć, można się wykręcić. Na przykład opracować specjalne kombinezony „stealth” z cwanej tkaniny, która będzie blokować sygnał RFID. Albo wymyślić, jak zdalnie przeprogramowywać tagi RFID, żeby zamiast „ukradziono” pisały „opłacono”. Krótko mówiąc – roboty od groma 😃)))

Jest już o tym artykuł o RFID i obecnej sytuacji, która rozwija się błyskawicznie, a sieciówki typu Decathlon, Inditex, Uniqlo i kilka innych już wdrożyły RFID w praktyce... gdzieś wbudowali RFID w bramki AM lub RF, gdzieś usunęli systemy AM/RF całkowicie. Czytajcie.

Posłowie

Dzięki wszystkim, że wysłuchaliście. Najważniejsze, że zwycięstwo będzie po naszej stronie – tych, którzy nie siedzą w miejscu, którzy kopią, patrzą na wszystko z różnych stron, tych, których wspierają. Wspierają mnie szczerze setki ludzi na całym świecie, czuję to. Czuję nie tylko finansowo, czasem to po prostu dobre słowo, czasem pomoc materialna dla naszego małego miasta, Wołogdy – przychodzą prezenty od tych, którzy mają sumienie podziękować za uchylenie rąbka tajemnicy i otwarcie okienek na możliwości, przysyłają rzeczy, coś jeszcze. Mieszkamy w tym małym mieście, zapierdalamy stąd i będziemy zapierdalać, jeszcze nie raz usłyszycie moje opowieści o technologiach i o tym, jak podkręcamy i będziemy podkręcać wasze możliwości.

Ktoś powie, że zajmujemy się szajsem, że kraść nieładnie. Może i tak. Ale kiedy widzisz, jak korporacje żerują na zwykłych ludziach, jak system miażdży wszystko, co żywe – chce się choć trochę im dowalić. Zrobić cokolwiek, żeby pokazać, że nie wszystko na tym świecie jest na sprzedaż. Nie jesteśmy Robin Hoodami, oczywiście, ale kto nie próbuje...