Skip to content

HISTORIA EWOLUCJI

15 lat wyścigu zbrojeń: od lutowania w piwnicy po smartfona

Marzę o tym, żeby każdy, kto tu trafia, zrozumiał jedną prostą rzecz: nikt poza mną i moją ekipą nie rozwija dla was realnej technologii.

Ten tekst to nie jest jebana ulotka reklamowa. To twardy dokument z drogi, którą przeszliśmy od czasów, gdy bramki były „tępe”, a metody ich obejścia – prymitywne. Chcę, żebyś wiedział, z czym masz do czynienia i dlaczego profesjonalny sprzęt to nie jest magiczna różdżka dla naiwniaków.

W świecie, gdzie systemy ochrony aktualizują się szybciej niż smartfony, przetrwanie w cieniu na samym ostrzu noża przez ponad 15 lat to nie jest tylko kwestia farta. To efekt ostrej inżynieryjnej ewolucji i czystej konieczności.

Główny konflikt w tym kurwidołku dzisiaj to starcie profesjonalnych narzędzi dla wyjadaczy z naiwnym mitem o „jednym magicznym guziku”. Rynek zalała fala handlarzy iluzją, którzy żerują na ludzkiej chęci zgarnięcia hajsu bez wysiłku. Wciskają wam zabawki „2w1” z logiką: pstrykasz guzik i wszystko wokół zdycha. Pierdolą, że nie ma różnicy między systemami AM a RF, i że prostacki biały szum zagnie nowoczesne procesory w bramkach.

TO FUNDAMENTALNE GÓWNO PRAWDA.

Nie ma jednego wytrycha do wszystkich zamków. Przecież nie lejesz ropy do benzyniaka tylko dlatego, że to „też paliwo”, prawda? Tak samo nie zgasicie nowoczesnych, cyfrowych systemów z aktywną filtracją przy pomocy przedpotopowych generatorów szumu.

Ale żeby zrozumieć, dlaczego musieliśmy przejść na skomplikowane algorytmy i tryby, trzeba spojrzeć wstecz – tam, gdzie ten cały syf się zaczął.

Jak rodziły się legendy

Pierwsze strzępy informacji o jammerach wypłynęły w okolicach 2005–2007 roku. Jakiś domowy elektronik zlutował prymitywny generator szumu na tej samej częstotliwości, na której ramy analizują sygnał (58 kHz). Darknet i fora dla wtajemniczonych jeszcze raczkowały, więc imię tego gościa przepadło w legendach.

Ale lata później, dzięki kontaktom z setkami ludzi z podziemia na całym świecie, jeden z tych pierwszych prototypów trafił w moje łapy.

To była prostacka czarna puszka zasilana baterią 9V, oparta na najbardziej topornych rozwiązaniach, bez strojonej anteny i zaawansowanych podzespołów. Słaba jak sik pająka, ale pewnie robiła rzeźnię z pierwszymi, w pełni analogowymi systemami AM.

Około 2008–2009 roku wypłynęło info o podobnym sprzęcie z Polski. Ten sam dychawiczny generator, ale z chamskim, zewnętrznym heblem. Twierdzili, że to ogarnia i AM, i RF naraz. Ale jak tylko wziąłem to do ręki, wszystko stało się jasne: moc na paśmie RF była wręcz żałosna. Ludzie próbowali z tym latać na akcje, ale ciągle płakali, że brakuje mocy i że połowa bramek po prostu wyła alarmem od samego podejścia.

Kilka lat później na scenę wjechał konstruktor z Bułgarii. Jak sam mi wyznał na Skype, przed emeryturą siedział w korpo robiącym systemy antykradzieżowe, a potem zrobił sobie z tego hobby.

Moim zdaniem, to był jedyny sprzęt wart uwagi przez te wszystkie lata. Miał odpowiedniego kopa na 58 kHz, a pasmo 8.2 MHz ciągnął dzięki zewnętrznej antenie. Ale zjebane algorytmy, zerowa optymalizacja, pożeranie prądu i – co najgorsze – design z dupy sprawiały, że do ideału dla zawodowca brakowało mu lat świetlnych.

Nie twierdzę, że to był bezużyteczny złom. Sam wyjebałem na niego 1100 euro w 2010 roku. Zwrócił się z nawiązką, to fakt. Ale ciągłe użeranie się z nim mocno mnie wkurwiało.

Zawsze towarzyszyła temu chora schiza: jak cię przypadkiem zawiną na dołek i znajdą to coś przy tobie, to przez sam wygląd tej puszki (kable, przełączniki, wystające druty) masz zagwarantowany ciężki przypał. Koniec końców, w 2012 roku pozbyłem się tego balastu.

W tym samym czasie (2010–2012) przez moje ręce przeszły dziesiątki samoróbek z garaży. Ludzie przysyłali mi ten szrot na wymianę, wiedząc, że poluję na nowe patenty. Te pudła były klejone tylko dla szybkiego hajsu: mikroskopijna moc, smarkanie cyną zamiast lutowania – totalne gówno, z którym strach było wyjść na miasto.

W 2011 roku na jednym z forów, gdzie goniłem swój szpej (magnesy i folie ekranujące), objawił się typ o ksywie Danko. Zaczął opylać najprostszego jammera AM za równe 200 dolców.

Widząc wreszcie inżyniera stąd, z którym można normalnie pogadać, zacząłem go pompować. Pomagałem mu gonić sprzęt, testowałem jego pomysły w twardych, ulicznych warunkach (wtedy sam ostro latałem po sklepach, więc byłem idealnym oblatywaczem). Oto jego „opus magnum” z tamtego okresu – garażowy ulep upchnięty w paczkę po szlugach:

Minął rok, a postępu nie było żadnego. Zacząłem tracić cierpliwość i wkrótce dokopałem się do prawdy: Danko to żaden konstruktor. Dostał gotowy schemat od jakiegoś Białorusina, który rzeźbił grabbery do aut, a sam w naszym fachu był zielony jak szczypiorek.

Punkt bez powrotu: Chłopak z Jarosławia i Banicja

Gdy gadałem z ludźmi z branży, dowiedziałem się o istnieniu jeszcze jednego elektronika z Jarosławia (jakieś 200 km ode mnie). Namierzyłem go i kupiłem jego sprzęt – reklamował to jako kombajn „2w1” na bramki AM i EM (elektromagnetyczne).

Efekt? Na systemy EM sprzęt srał pod siebie i tylko prowokował alarmy, na AM – uszło w tłoku, ale zasilanie zdychało w moment. Użyłem starych patentów, przelutowałem zasilanie pod grube ogniwa, dopaliłem sprzęt, pobawiłem się nim, stwierdziłem, że nie jest mi to do niczego potrzebne i puściłem to w obieg na tym samym forum.

Kiedy Danko to zobaczył, dostał kurwicy. Poczół pismo nosem, zobaczył we mnie zagrożenie dla swojego monopolu, oskarżył mnie publicznie o kradzież jego „cudownych technologii” i rozpętał na forum polowanie na czarownice. Finał – dostałem perma bana i wyjebali mnie na zbity pysk.

TO BYŁ PUNKT ZWROTNY

Gdyby mnie wtedy nie wykopali, pewnie dalej czekałbym na objawienie „genialnego inżyniera”. Ale straciłem kontakty, mój kanał zbytu przestał istnieć, a 20 stron krystalicznie czystych opinii wyparowało. A ja nadal potrzebowałem jammerów dla siebie, dla chłopaków z ekipy, a fama na mieście robiła swoje i popyt nie malał. Nie mogłem odsyłać ludzi do typa, który wbił mi nóż w plecy.

Zrozumiałem brutalną prawdę: umiesz liczyć, licz, kurwa, na siebie.

Narodziny technologii i Ewolucja kamuflażu (2012–2014)

Postawiłem własną stronę, bez żadnego forumowego pierdolenia, tylko goła lista szpeju, i wziąłem się ostro za zrobienie sprzętu, który miał zdeptać całą konkurencję.

Przez kilka tygodni zbierałem do kupy całą wiedzę, uderzyłem do łebskich gości z politechniki, w której kiedyś studiowałem, i pogadałem z dawnym promotorem. Przekonać tych ludzi do dłubania w naszej „szarej strefie” nie było łatwo, ale dopiąłem swego.

Dwa miesiące później wyposażyłem swoich ludzi w pierwszorzędny sprzęt. To był jammer AM za 300 baksów, który w niczym nie ustępował temu bułgarskiemu gównu za 1100 euro. Systemy RF wtedy zbytnio mnie nie grzały, bo mieliśmy już świetne czarne szmaty ekranujące, które kosiły większość problemów z falami radiowymi.

Pod koniec 2012 roku stało się jasne: moc sprzętu jest gówno warta, jeśli jego wygląd krzyczy do ochrony „JESTEM ZŁODZIEJEM!”. Era pudełek z durnymi przełącznikami zdechła, ulica domagała się absolutnego kamuflażu.

Zaczęliśmy upychać elektronikę w puszki z artykułów AGD. Były to:

  • Latarki.
  • Ciśnieniomierze.
  • Dyski zewnętrzne HDD (absolutny hit w Europie i za oceanem).
  • Odstraszacze na psy (hit w Rosji).

Dla siebie samego lutowałem wersje typu „golas”. Owinięte chamsko izolirką albo kawałkiem skóry, minimalizowały gabaryty. Miałem wyjebane na to, jak to wygląda, dopóki leżało w tajnej kieszeni i ratowało mi dupę.

W tym samym czasie bramki zaczęły łapać bystrość...

Stare, analogowe słupki były tak tępe, że pod wpływem naszych jammerów potrafiły się po prostu zawiesić, wpaść w pętlę resetów, albo w ogóle spalić. Trzeba było wzywać serwis, a to robiło smród i ściągało wzrok ochrony.

Korporacje (Sensormatic, CrossPoint) przeszły na cyfrowe przetwarzanie sygnału (DSP). Bramki przestały być tylko zwojem drutu – stały się komputerami. Nauczyły się odfiltrowywać prostacki „biały szum”. Złote czasy głupich jammerów dobiegły końca. Musieliśmy szukać nowych algorytmów, żeby przestać po prostu siać chaosem, a zacząć wstrzykiwać chirurgiczne, matematyczne błędy prosto w logikę procesorów EAS.

Forumowi handlarze i Iluzja ładnego sreberka

Podczas gdy my zarywaliśmy noce nad nowym kodem, w internecie rozkwitło w najlepsze to, co nazywam „strzyżeniem baranów”.

Na jednym z forów objawił się typ pod ksywą Niedźwiedź (Medved). Wyjechał z „rewolucyjnymi” jammerami AM i RF. W praktyce to były wciąż te same archaiczne schematy Danko (od Białorusina), przepakowane w nowe, ładne pudełka z czarnego plastiku z przyciskiem.

Technologicznie to był dramat. Ale Medved zmonopolizował ruch na forum: srał obietnicami, kręcił żałosne filmiki w domowych warunkach na najgłupszych bramkach, a każdy negatywny komentarz kasował z prędkością światła. A naiwniacy łykali ten szrot.

Z czasem, jakieś 2 lata później, podjebał mój patent na kamuflaż w PowerBanku, ale że nie był inżynierem, to nie potrafił ogarnąć normalnego systemu nawigacji i zmiany trybów. Po kolejnych dwóch latach zwinął żagle i odsprzedał technologie kolejnemu "nowemu producentowi" z Rosji, który też obiecywał złote góry, ale jedyne co potrafił, to zerżnąć mój pomysł na wibracje. Skuteczność leżała, a w jammerach RF zamiast solidnej anteny nadawczej wciąż używali zwykłego taga RF, który fizycznie potrafi tylko odbierać sygnał, a nie emitować twardą falę uderzeniową. Zero progresu z ich strony – i to mnie z jednej strony bawiło, a z drugiej wkurwiało, bo marzyłem o konkurencie, który popchnie rynek czymś zajebistym.

Ostatecznie trzecie pokolenie cwaniaczków na technologii z 2011 roku zdechło w marcu 2020 klasycznym exit scamem: shoplifter001 zgarnął 1000 euro od klienta (i pewnie od wielu innych) i rozpłynął się w powietrzu. Co jest w nich wszystkich unikalne? Każdy srał po gaciach przed kontaktem z kupującym. Żaden z nich nie był na robocie, żaden nie ryzykował wolności i nigdy nie zrozumiał tej branży od kuchni. Właśnie dlatego opychali sprzęt, za który bali się brać odpowiedzialność. Byliśmy dla nich tylko chodzącymi bankomatami.

Iluzja iPhone'a 4 (2014)

Około 2014 roku zdarzył się mały cud. Konstruktor z Jarosławia wrócił na chwilę i zrobił unikalny jammer AM schowany w obudowie iPhone'a 4. Dla mnie to był strzał adrenaliny, zacząłem go szukać, ale znowu zniknął. Znalazłem tylko info, że był to inżynier z dużej korpo IT, który robił to dla beki, z przysługi dla kumpla. Zdobyłem tego cudownego "ajfona", skonfrontowałem z naszym sprzętem i lekko się rozczarowałem... Moc była żenująca ze względu na mikroskopijną antenę, a z 7 trybów większość była bezużyteczna. Niemniej jednak, była to świetna rzeźba i trzymam go w moim muzeum. Historia pokazuje, że legendy po weryfikacji w terenie zazwyczaj okazują się tylko próbą sprzedania iluzji.

Przełom Inżynieryjny i Era Algorytmów (2015–2019)

Czego my dokonaliśmy od 2012?

Do 2015 roku cały mój szpej zyskał idealny kamuflaż, stał się miniaturowy i pancerny. Ale jammerów RF jeszcze nie wypuszczałem na szerokie wody – ich niezawodność była limitowana i trafiały tylko do zaufanych ziomków zaopatrzonych w rygorystyczne instrukcje.

Przetrzepaliśmy na wylot nowe ramy z wbudowanymi detektorami metalu – bramki, które miały w dupie prymitywne metody obejścia, wykuwając pod nie specyficzne algorytmy łamiące ich procesory.

W 2016 roku przesiedliśmy się na nową generację układów i wdrożyliśmy inteligentne systemy dowodzenia sprzętem. Odpaliliśmy twardą blokadę i komunikację przez wibracje. Od tego momentu wszystko, co wypuszczamy, siedzi wyłącznie w kamuflażu POWERBANKA. W 2016 podjęliśmy drastyczną decyzję: co rok projektujemy elektronikę i metody zagłuszania od zera. Bez odcinania kuponów. Przeoranie tego dało potężnego kopa przy pasmach RF. W 2018 zacząłem oficjalnie gonić jammer RF, pod którym bez wstydu mogłem się podpisać. Rok później połączyliśmy siły obu pasm, wypuszczając kombajn „2w1”, o którym w 2015 nawet nie śmiałem marzyć.

W tym samym roku zacementowaliśmy strategię: co sezon wymyślamy architekturę na nowo. Zbieramy nowe doświadczenia, przepisujemy kod i nie osiadamy na laurach.

Własna frezarka CNC: Zwinność kontra Masówka

Żeby przyspieszyć R&D, ogarnęliśmy technologię CNC i poskładaliśmy własną, precyzyjną frezarkę do tłuczenia płyt głównych.

„Spece” z internetu często rzucają: „Czemu nie zamówisz gotowych laminatów w partiach po tysiąc sztuk z Chin? Przecież wyjdzie taniej!”

Odpowiadam: Masowa produkcja w fabryce to gwóźdź do trumny w tej branży. Zmawiając 1000 sztuk płyt, jesteś zakładnikiem przestarzałej technologii, dopóki tego nie opchniesz. Nasza własna maszyna CNC pozwala nam modyfikować architekturę płyt w locie. Jak dzisiaj wpadniemy na genialny pomysł, to pojutrze mamy gotowy prototyp i zweryfikowaną hipotezę na mieście. Wy dostajecie najświeższą technologię, a nie wietrzejące gówno ze starych magazynów.

Ta maszyna, poskładana naszymi łapami za hajs z handlu, dała nam kosmiczne pole do eksperymentów.

Fizyka Anten: Dlaczego wyjebaliśmy rdzenie ferrytowe

Fundamentalną wiedzę wyrywaliśmy z gardła, katując fizykę emiterów w terenie. Dzisiaj wiemy o promiennikach więcej, niż inżynierowie w korpo od ochrony.

Nasze nadajniki to zupełnie inna bajka w porównaniu do zabawek „konkurencji”. Majfrendy i rzemieślnicy używają do jammerów AM anten nawiniętych na rdzeń ferrytowy. Problem polega na tym, że ferryt wypluwa pole, które jest szarpane i dziurawe. My przeszliśmy na skomplikowany splot anten ramowych, które kładą szczelny, gęsty i bezlitosny dywan szumu.

Jeśli chodzi o RF: w trakcie testów rozkminiliśmy, że nowoczesne ramy RF zaczęły badać markery radiowe analogicznie do systemów AM. To było epokowe odkrycie. W 2018 roku wypuściliśmy jammer RF, pod którym bez wstydu mogłem się podpisać. Rok później połączyliśmy siły obu pasm, wypuszczając kombajn „2w1”, o którym w 2015 nawet nie śmiałem marzyć.

Zoo Nowych Technologii systemów antykradzieżowych

Podczas gdy my podkręcaliśmy krzem, korporacje (Sensormatic, CrossPoint, Nedap, Gateway) nie spały. Tania elektronika pozwoliła im wsadzić w te rurki potężne procesory DSP.

Bramki zaczęły rozumieć sygnał. Prymitywny „biały szum” przestał robić na nich wrażenie. Narodziło się zoo patentów, gdzie każdy brand bronił się własną tarczą:

  1. Sensormatic Synergy: Nauczyli system zmieniać metody analizy w czasie rzeczywistym. Przy starych jammerach albo wieszały się na amen, albo odpalały dyskotekę (Anti-Jammer).
  2. CrossPoint (Holandia): Wrzucił cyfrową adaptację. Jak wyczują szum, nie głuchną, tylko filtrują i ucinają częstotliwość jammera w locie.
  3. Nedap (RF): Nauczyli się oddzielać falę od prawdziwej etykiety radiowej od bezczelnego echa emitera.
NARODZINY TRYBÓW (MODES)

Nie zrobisz jednego sygnału, który wydyma wszystkie korporacje naraz. To właśnie dlatego profesjonalny sprzęt ewoluował z chamskiej wiertarki w zaawansowany komputer z zestawem „cyfrowych wytrychów”.

  • Tryb №1: Klasyczny algorytm, ale napakowany naszymi unikalnymi łatkami.
  • Tryb №4: Wąski klucz dedykowany do obejścia filtrów CrossPoint.
  • Tryb №7: Ostra, elektroniczna brzytwa rzeźbiona pod Sensormatic Synergy.

A co się odjebało u mojej "konkurencji" do 2018, czy nawet 2020? Totalne kurwa nic))) Zero innowacji, zero rewolucji. W tej piaskownicy zostałem w zasadzie sam. Żaden z nich nie dał rady pobić algorytmów CROSSPOINT, polegli przy technologii Synergy i nawet nie zbliżyli się do stworzenia jammera RF o mocy, która kładłaby najnowsze chińskie bramki czy systemy LUCATRON.

Bułgar, z tego co wygrzebaliśmy, w 2014 opchnął patenty do Niemiec, a Niemcy po jakimś czasie zrzucili ten syf do Chorwacji. http://easblocker.com

Co tam teraz dłubią Chorwaci? Próbowali to łatać, a wyszła kupa. Schowali zewnętrzną antenę do obudowy, mordując przy tym jedyny plus tego urządzenia – zasięg. Dzisiaj to niebezpieczny i archaiczny złom, który nie ma podejścia do nowoczesnych bramek. Pudełko z przełącznikiem i lampkami, na widok którego cieszy się każdy cieć w Europie, bo widział to w Googlach sto razy. Zjechali z ceny, ale mentalnie zostali w epoce łupanego kamienia.

W 2015-2016 jakiś bystrzak z lutownicą upchnął ciekawy patent do radia. Prawie to działało, ale płyta wyglądała jak hardkor rzeźbiony na wczesnym etapie krzemu, najgorszymi narzędziami, jakie dało się znaleźć.

Jeden Polak wciąż nieśmiało ciśnie atrapę kombajnu 2w1 (patrz początek tekstu). Drugi wpadł niedawno na "genialny" pomysł ukrycia tego samego 2w1 w powerbanku, ale brakło skilla na ogarnięcie porządnego wzmacniacza. W efekcie wypuścił kolejny fejk, chwaląc się na domowych filmikach z przedpotopowymi bramkami skręconymi na minimum mocy: https://www.instagram.com/p/B3UM_q2Bt8N

Przypominam, cała ta zgraja to anonimy. Nikt nie poda wam na tacy swojego nazwiska czy adresu – znamy tylko poszlaki i opinie wkurwionych klientów, którzy wtopili hajs.

Typ z Testjammers (https://www.testjammers.com) długo żonglował to jednym, to drugim chłamem, by teraz znowu sprzedawać "Super Multi Jammer" z 2010 roku... W końcu posunął się do gonienia ryżowych podrób prosto z Chin. Wyobraźcie sobie bezczelność tych wałkarzy na niby "profesjonalnych" stronach:

Schemat wałku: Obiecaj cuda, weź hajs, zamów u Chińczyka gówno 10 razy tańsze. Koniec końców dostajesz paczkę nie z Europy (gdzie poszedł przelew), a PROSTO Z CHIN.

To pudło wypluwa żałosny sygnalik na 58kHz i w ogóle nie gada na paśmie 8.2 MHz... Hajsu nie odzyskasz. Koniec, kropka.

Oto magiczna puszka, która według majfrenda rzekomo robi wszystko)))

https://hgjammer.com/product/en/EAS-Master-Plus-EAS-Jammer-.html

Jebany cud – zablokować wszystkie częstotliwości naraz z mikrobaterii i z użyciem jednej anteny plującej mikro-sygnałem AM. Chińczyk, przykładając taga RF przez dziurę do anteny, ściemniał, że sprzęt radzi sobie z radiówką (co działa tylko dzięki fizyce samego taga, o czym wiecie z sekcji o ekranowaniu).

Chińczyk opyla to za 180 baksów... https://www.dhgate.com/product/supermarket-eas-anti-alarm-generator/387597006.html

Jest tam tylko jeden komentarz, ale brutalnie szczery. Szkoda chłopaka, który wjebał kasę.

Aż krew zalewa, gdy pomyślę o ludziach ryzykujących tyłek i wolność po to, by zgarnąć kwit na sprzęt, który u tych oszustów okazuje się kupą gówna.

To by było na tyle z historii ostatnich lat. My nie zdejmujemy nogi z gazu – dalej ładujemy potężny procent zysków w laboratoria i twardy rozwój technologii.

ZMIENIAMY ZASADY GRY (2024–...):

W 2023 uderzyliśmy głową w sufit. Rozwijana przez nas technologia zrobiła się zbyt złożona, żeby obsługiwać to jednym klikiem. Jak masz w bębnie kilkadziesiąt skryptów pod różne scenariusze, to nawigacja „na ślepo po wibracjach” nie jest już taktyczną zaletą, tylko kulą u nogi (!mała uwaga: tyczy się to głównie świerzaków).

Zrozumieliśmy, że trzeba grubo zamieszać w kotle. I jak zawsze,

W 2014-2015 roku jako pierwsi upchnęliśmy elektronikę w PowerBank. Kilka lat później kopiowali to wszyscy – od rzeźbiarzy z garażu po taśmy produkcyjne w Chinach. Skopiowali obudowę, bo ulica tego wymagała.

PRZEORANIE RYNKU (2025-2026)

Zrobiliśmy krok, który po raz kolejny wywróci planszę na całą dekadę do przodu. Wyrzuciliśmy fizyczny guzik i zrzuciliśmy całe dowodzenie do ukrytego interfejsu w smartfonie. To nie jest zwykły „pilot”. To totalnie nowy level kontroli.

Zapamiętajcie te słowa. Rok, dwa, i zobaczycie jak „konkurencja” zacznie lepić własne, niedojebane apki i panele w necie. Znowu będą nas gonić, próbując wcisnąć wam kolorowe ikonki na ekranie telefonu. Zerżną design, zerżną układ, ale nigdy nie skopiują tego, co pulsuje pod tym interfejsem.

Dlaczego zawsze będziemy krok przed resztą

Wejście w pełną cyfryzację dało nam coś, czego sprzedawcy-jeden-dzień nigdy nie posmakują – błyskawiczny czas reakcji. Kiedyś, żeby zaktualizować jammer pod nową zaporę, trzeba było słać paczki po świecie. Dzisiaj wasz sprzęt to żywy organizm.

Wypuściliśmy „Menu Inżynieryjne” i odblokowaliśmy architekturę nie dla taniego lansu. Zrobiliśmy to, bo słuchamy ulicy. Jesteśmy tu jedynymi graczami, którzy nie odcięli się od chłopaków murem „wsparcia technicznego”. Bijemy w tym samym rytmie co wy. Kiedy gość z drugiego końca kontynentu zrzuca cynk: „Mordo, tu postawili nową ramę, tryby odbijają się od ściany”, – nie zlewamy go. Siadamy i przez to samo jebane menu szukamy luk w oprogramowaniu. A gdy znajdziemy backdoor, łatka trafia do wszystkich.

Hajs nas nie zepsuł

Największy sekret naszego przetrwania (15 lat w tym fachu to wieczność) to nie są tranzystory ani kod. Sekret tkwi w tym, że nie odlecieliśmy w kosmos przez własne zajebiste ego. Nie staliśmy się bezduszną korporacją, która tylko patrzy na słupki w Excelu.

Patenty, które nam zrzucacie, wasz feedback, sukcesy i dojebane wpadki na akcjach – to jest to, co napędza silnik. Nadal jesteśmy bandą maniaków, którzy po prostu chcą wykuć narzędzie absolutne. A flota, którą z tego kręcimy, to tylko zasób do kupowania nowych frezarek, testowania szalonych hipotez i bycia z wami na łączach 24/7.

Handlarze będą się pojawiać i znikać. Będą rzeźbić nasze formy, kraść nasze teksty, próbować sklonować interfejs. Ale nigdy nie skopiują więzi, którą zbudowaliśmy z wami, z naszym podziemiem.

Historia jammerów to nie jest historia o lutowaniu krzemu. To historia ludzi z jajami, którzy nie zgodzili się na narzucone bariery i sami ustalają zasady gry.

Zapierdalamy dalej. Szukamy dalej. Jesteśmy na łączach.
Bombastershop Team.
2009 - 202...